Moja rodzina

ul. Reymonta 11/13
87-800 Włocławek

TEL: 518 014 526
LIPIEC WE wtorki, środy od 15.00 do 17.00
SIERPIEŃ - SEKRETARIAT NIECZYNNY

Nasza patronka

Święta świadomej ofiary

Życie
Beatyfikacja i kanonizacja
Moja święta mama

      

Życie

Gianna Beretta Molla (św. Joanna) urodziła się we Włoszech, w miejscowości Magenta 4 października 1922 roku; była dziesiątym z trzynaściorga dzieci z ojca Alberta i matki Marii de Micheli.

Rodzice przyszłej świętej byli bardzo religijnymi, pobożnymi ludźmi. Wpoili swoim dzieciom ewangelicznego ducha wiary. Atmosfera panująca w domu rodziny Berettów, codzienna autentyczna modlitwa, delikatność, wielkoduszność, duch ofiary to wartości, które kształtowały charakter młodej Joanny.

Joanna była młodą, piękną dziewczyną, obdarzoną żywą inteligencją, otwartą na prawdę i piękno: kochała muzykę, malarstwo i góry...    Zawsze gotowa służyć swej rodzinie i potrzebującym.

Wiosną 1938 roku Gianna uczęszczająca z siostrą Virginią do piątej klasy gimnazjum Instytutu Sióstr św. Doroty, brała udział w szkolnych rekolekcjach głoszonych przez jezuitę o. Michała Avedano. Gianna sporządzała dokładne notatki z treści konferencji i zapisywała postanowienia podejmowane w czasie tych rekolekcji. Był to czas istotny dla formacji duchowej młodej Joanny. Z tych notatek i postanowień wyłania się główna linia jej przyszłego życia: pragnienie podporządkowania się woli Bożej i wypełnienia powołania przeznaczonego jej przez Stwórcę. Zapisana w notatkach modlitwa zaczyna się od słów: „Jezu obiecuję Ci, że podporządkuję się temu wszystkiemu, co mi przeznaczysz. Pozwól mi tylko rozpoznać Twoją wolę”.

Myśli i postanowienia z rekolekcji nie pozostaną tylko na papierze, ale Joanna będzie wprowadzała je w życie dzień po dniu.

W Genui-Quinto, pani Beretta, matka Joanny, przewodniczyła żeńskiej gałęzi Akcji Katolickiej w parafii. Za przykładem matki, także Gianna zapisała się do Akcji Katolickiej. Odtąd uczestniczyła z pasją i zaangażowaniem w życiu i w inicjatywach tego stowarzyszenia.

W 1942 r. uzyskała świadectwo dojrzałości i zapisała się na wydział medycyny. Postanowiła zostać lekarzem, aby w sposób fachowy służyć ludziom, którzy cierpią i w ten sposób realizować swoją potrzebę bycia do dyspozycji innych. Miała sprecyzowaną i wzniosłą wizję zawodu lekarza. Uważała go bardziej za posłannictwo niż za pracę. Odczuwała i przeżywała go jako służbę.

W swoich notatkach zapisała następujące wskazania dla lekarzy:

  1. Wykonywać dobrze to, co do nas należy. Solidnie zdobywać wiedzę. Jest dzisiaj taka pogoń za pieniądzem.
  2. Bądźmy uczciwi. Bądźmy lekarzami, do których ludzie mają zaufanie.
  3. Otaczajcie pacjentów serdeczną troską świadomi, że są naszymi braćmi. Trzeba zdobyć tę delikatność.
  4. Nie zapominajcie o duszy chorego. My, którzy mamy prawo do słuchania zwierzeń, bądźmy uważni, aby nie sprofanować duszy. Byłaby to zdrada. Uważajcie na słowa rzucane z pewną powierzchownością... Czyńcie natomiast dobro.

W listopadzie 1946 r. otrzymała dyplom z medycyny i chirurgii i natychmiast podjęła pracę. W 1950 r. otworzyła wraz z bratem Ferdynandem, również lekarzem, przychodnię w Mesero. Pracowała tam od 1 lipca 1950 r. aż do śmierci, ciesząc się wielkim szacunkiem.

Równocześnie kontynuowała studia uniwersyteckie na Wydziale Medycznym Uniwersytetu w Mediolanie, aby otrzymać specjalizację z pediatrii.

Gianna pragnęła zostać świeckim pomocnikiem misyjnym poświęcając się Bogu. Zamierzała zrealizować swoje pragnienie współpracując jako lekarz z własnym bratem o. Albertem, misjonarzem w Grajau w Brazylii. Tego pragnienia nie mogła jednak zrealizować, m.in. z powodu kłopotów zdrowotnych (jej organizm bardzo źle znosił klimat tropikalny).
W sobotę 24 września 1955 r. w kościele parafialnym św. Marcina w Magenta (kościół, w którym została ochrzczona) w obecności swego brata ks. Józefa, Gianna  zawarła związek małżeński z inżynierem Piotrem Mollą.

W czternaście miesięcy po ślubie 19 listopada 1956 r. urodził się ich syn Pierluigi, następnie Maria Zyta, która urodziła się 11 listopada 1957 r. i Laura Maria, która przyszła na świat 15 lipca 1959 r.. W ciągu niecałych 4 lat małżeństwa urodziła trójkę dzieci. Wszystkie ciąże miały trudny przebieg.

Jej siostra s. Virginia, zakonnica, opowiadała:
„Jak wiele kosztowały Giannę jej dzieci można było zrozumieć z tego, co często mi powtarzała: «Wiesz, ludziom łatwo się mówi: mają pieniądze i warunki, to dobrze, że mają dużo dzieci – ale nie rozumieją, że za każdym razem ja ryzykuję życiem. W każdym razie jestem zadowolona i nie chcę tracić czasu, ponieważ i Piotr i ja nie jesteśmy już najmłodsi i nie chciałabym, aby nasze dzieci pozostały bez rodziców jeszcze w dzieciństwie»”.
      
Gianna rozumiała misję kobiety jako matki i żyła macierzyństwem w sposób ofiarny. Przeżywała to powołanie z radością, mimo iż trzeba było płacić za nie wysoką cenę. Poświęcenie, aż po ofiarę z siebie, było z góry brane pod uwagę. Jednocześnie swoją pracę lekarza wśród dzieci i najuboższych traktowała również jako rodzaj powołania macierzyńskiego, a więc także nieodłączną od poświęcenia.

Na początku czwartej ciąży okazało się, że konieczna jest operacja chirurgiczna włókniaka macicy. Gianna wierna swoim zasadom moralnym i religijnym bez wahania poleciła chirurgowi, by przede wszystkim zadbał o uratowanie życia jej dziecka.
Przeżyła następnych sześć miesięcy, zwierzając się tylko nielicznym, że jako lekarz jest świadoma, co ją czeka.

Od stycznia 1962 r. do kwietnia, do chwili porodu powróciła do swojej pracy zawodowej i domowej. W Wielki Piątek po południu 20 kwietnia 1962 r. wróciła do kliniki, aby rodzić. W Wielką Sobotę urodziła się Gianna Emanuela.      

W kilka godzin po porodzie sprawdziły się przewidywania co do komplikacji. Gianna odczuwała ogromny ból. Bardzo cierpiała. Po tygodniu od porodu rozpoczęła się agonia. Przeniesiono ją do domu i tu zmarła w sobotę rano o godzinie ósmej, 28 kwietnia 1962 r.

„Świadoma ofiara” – tak określił ją Ojciec Święty Paweł VI podczas modlitwy Anioł Pański w niedzielę 23 września 1973 roku, przypominając „matkę z diecezji mediolańskiej, która, aby dać życie swojej córce poświęciła się przez świadomą ofiarę własnego życia”.

W heroicznym geście, którym Gianna Beretta Molla ukoronowała swoje posłannictwo kobiety, żony i matki – przez Pawła VI określony jako „świadoma ofiara” – ukazała wyjątkową świętość przeżywaną w sposób spontaniczny i głęboki przez całe życie.
To życie proste, dobre, zwyczajne wzbudziło zainteresowanie ludzi, gazet, Kościoła, dzięki świadectwu licznych osób, które ją znały. Świadectwa te starannie oceniane przez władze kościelne, wydobyły w pełni na światło dzienne jej drogę do świętości, którą Kościół pragnie ukazać wszystkim wiernym jako wzór do naśladowania.

Jakie przesłanie niesie ze sobą ta beatyfikacja? Mówi nam, że:

  • świętość, do której wszyscy jesteśmy wezwani, jest dostępna dla wszystkich mężczyzn i kobiet, młodych i starych, dzieci i młodzieży, dla każdego stanu społecznego;
  • naśladowanie Jezusa się w codzienności poprzez praktykowanie cnót teologalnych i kardynalnych.

Beatyfikacja i kanonizacja

„Uwieńczeniem życia Joanny Beretty Molli, która była najpierw wzorową studentką, potem aktywnie zaangażowała się w działalność wspólnoty kościelnej oraz została szczęśliwą żoną i matką, stało się złożenie ofiary z siebie, by mogło żyć dziecko, które nosiła w łonie i które dzisiaj jest tutaj z nami! Jako chirurg była w pełni świadoma grożących jej konsekwencji, lecz nie cofnęła się przed ofiarą, potwierdzając w ten sposób heroiczność swoich cnót.

Macierzyństwo może być źródłem wielkiej radości, ale może także stać się źródłem cierpień, a niekiedy wielkich zawodów. Wówczas miłość staje się próbą, czasem heroiczną, która wiele kosztuje macierzyńskie serce kobiety. (…)

Jakże niezwykły bywa ich udział w trosce Dobrego Pasterza. Jakże często muszą zmagać się z trudnościami i zagrożeniami. Ile razy muszą stawić czoło tym symbolicznym wilkom, które gotowe są porywać i rozpraszać każdą owczarnię . I nie zawsze te heroiczne matki znajdują oparcie w swoim środowisku. Wręcz przeciwnie, modele cywilizacji, często kreowane i propagowane przez środki społecznego przekazu, nie sprzyjają macierzyństwu. W imię postępu i nowoczesności prezentuje się jako przestarzałe takie wartości, jak wierność, czystość, poświęcenie, którymi wyróżniały się i nadal się wyróżniają rzesze chrześcijańskich matek i narzeczonych.

Dzieje się tak, że kobieta, która jest zdecydowana żyć w zgodzie z własnymi zasadami, czuje się często głęboko osamotniona. Pozostaje sama ze swą miłością, której nie może zdradzić i której musi pozostać wierna. Jej przewodnikiem jest Chrystus, który objawił, jaką miłością obdarza nas Ojciec. Kobieta, która wierzy Chrystusowi znajduje potężne oparcie w tej właśnie miłości. Jest to miłość, która wszystko przetrzyma. Ta miłość pozwala jej wierzyć, że wszystko, co czyni dla dziecka poczętego, narodzonego, dorastającego czy dorosłego - czyni - równocześnie dla dziecka Bożego. (…)

Jan Paweł II ogłosił Joannę Berettę Mollę świętą 16 maja 2004 roku. W wygłoszonej wówczas homilii tak opisał jej postać:

„Joanna Beretta Molla była zwykłym, ale jakże wymownym świadkiem Bożej miłości. Kilka dni przed zawarciem małżeństwa pisała: «Miłość to najpiękniejsze uczucie, które Pan zaszczepił w ludzkich duszach».
Naśladując Chrystusa, który «umiłowawszy swoich (…) do końca ich umiłował” (J 13,1), ta święta matka rodziny w sposób heroiczny dochowała wierności zobowiązaniom podjętym w dniu zawarcia sakramentu małżeństwa. Najwyższa ofiara, którą uwieńczyła swe życie, świadczy o tym, że tylko wtedy człowiek może się zrealizować, gdy ma odwagę całkowicie poświęcić się Bogu i braciom.

Oby nasza epoka, dzięki przykładowi Joanny Beretty Molli, mogła odkryć prawdziwe, czyste i płodne piękno miłości małżeńskiej, przeżywanej jako odpowiedź na Boże powołanie!»”.

Moja święta mama

„(…) Moje wspomnienia są często niejasne, zamazane, jak również nie zawsze ściśle związane z tym, co później opowiadano mi o życiu mojej mamy. Pamiętam jej uśmiech, kiedy musiała znosić moje kaprysy, gdy nie chciałam iść do przedszkola; pamiętam, jak mama spokojnie zwracała mi uwagę, żebym nie przerywała, kiedy rozmawiała z domownikami lub przyjaciółkami, gdyż byłam małą gadułą, bardzo lubiłam mówić. Mama grzecznie przywoływała mnie do porządku. Pamiętam wspaniałe dni spędzone w górach, kiedy tata wracał z podróży i cała rodzina była razem. (…)

Życie mojej mamy jako lekarki, żony, matki było całkowicie normalne, naznaczone poza szczególną miłością duchem wiary, który ożywiał wszystko to, co czyniła. Mama uczy nas zatem, że aby być świętymi, nie trzeba robić rzeczy szczególnych. Wystarczy, abyśmy z oddaniem żyli i praktykowali nauczanie Ewangelii, abyśmy z oddaniem wypełniali nasze obowiązki. (…)

Mama przeżywała swoje powołanie matki i żony w sposób całkowicie zwyczajny. Tata wielokrotnie powtarzał, że nawet nie dostrzegł, że miał przy sobie świętą. Mama była przekonana, że wyznaczona jej przez Boga droga prowadzi poprzez sakrament małżeństwa i macierzyństwo. (…)

Powołanie do świętości jest powszechne, dotyczy wszystkich wierzących, także małżonków, którzy, wspierając się we wzajemnej miłości, w duchu wiary, uświęcają swoją codzienność. Wielokrotnie słyszeliśmy niesłuszne opinie, oburzające się, jak można opuścić trójkę dzieci, aby ratować czwarte. Moja mama była przekona, że nasza siostra Joanna Emmanuela miała takie samo prawo do życia jak i my. Dlatego właśnie w chorobie wybrała rozwiązanie, które dawało więcej szans dziecku niż jej samej. I tak się stało. Jej decyzja wyraża wiarę w to, że Jezus, umierając na krzyżu i zmartwychwstając, zwyciężył ostatecznie grzech, ból i śmierć. To przekonanie wzbudziło w świętej gotowość do najwyższej miłości, tej miłości, która daje życie. Niezachwiana ufność w Boga pomogła jej w tej decyzji. Na ile to możliwe dla człowieka, naśladowała Chrystusa, który „umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował” i umiłował ich miłością największą. To znaczy tą oddającą życie za drugich”.

Ze świadectwa Laury Molli Panutti, córki św. Joanny Beretty Molli, wygłoszonego podczas uroczystości w Sanktuarium Świętego Józefa w Kaliszu.